Starą bronią, a szczególnie bronią białą interesowałem się już w latach wczesnej młodości. Podczas gdy moi koledzy biegali z karabinami i bawili się w wojnę, ja wolałem biegać z szablą lub mieczem. Moja przygoda z mieczem japońskim rozpoczęła się raczej standardowo, bo od wyświetlanego w telewizji serialu "Szogun" i filmów Akiro Kurosawy. To tam po raz pierwszy zobaczyłem uzbrojenie japońskie i uświadomiłem sobie, że jest to coś, czemu warto przyjrzeć się bliżej. Zacząłem więc szukać. Na początku była to literatura w języku polskim prace pani Dzieduszyckiej i pana Kobielskiego, "O sztuce Japonii" i "Broń wschodnia" pana Żygulskiego. Szybko jednak rozpocząłem poszukiwania materiałów bardziej skupiających się na interesujących mnie zagadnieniach, co kilkanaście lat temu nie było takie proste. Pamiętam ile wyrzeczeń kosztowało mnie uzbieranie ogromnej jak na tamte czasy kwoty 75$ na zakup książki "Japanese Military and Civil Swords and Dirks" i jak wiele godzin spędziłem na jej studiowaniu.
Fragment oprawy miecza katana wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
Z czasem zdobywałem coraz więcej informacji i postanowiłem sam spróbować zrobić "prawdziwy miecz samuraja". Jak łatwo się domyślić z mieczem japońskim miał on niewiele wspólnego ale był stalowy (płaskownik) i naostrzony za pomocą pilnika na biurku w moim pokoju.

Głownia i fragment oprawy tanto wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
Podczas jednego z pobytów na targu antyków na warszawskim Kole spotkałem pana Jarosława Depczyńskiego, który jest fascynatem broni japońskiej i z wykształcenia metaloplastykiem. To dzięki niemu zrobiłem swoją pierwszą przyzwoitą tsubę i to on wprowadził mnie w środowisko osób zajmujących się uzbrojeniem japońskim od dawna. Dzięki jego pomocy poznałem pana Krzysztofa Polaka i Janusza Cyla oraz trafiłem do warsztatu płatnerskiego, w którym zdobyłem podstawowe umiejętności praktyczne. Brałem też czynny udział we wszelkich imprezach związanych z Japonią i jej kulturą.

Fragment oprawy miecza katana wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
Na jednej z takich imprez, a dokładnie na spotkaniu Bractwa Dawnej Broni Japońskiej w Muzeum Rzemiosł w Poznaniu, poznałem pana Janusza Lukaszczyka, który jest jednym z najlepszych współczesnych artystów zajmujących się wyrobem i naprawą broni japońskiej. Pan Janusz został poproszony przez Bractwo, aby wygłosił prelekcję i dał pokaz iai-jutsu. Pamiętam jak stojąc wśród publiczności chłonąłem każde słowo a kata i tameshigiri w wykonaniu pana Janusza były dla mnie prawdziwym objawieniem. Miałem to szczęście, że po zakończonym spotkaniu mogłem osobiście porozmawiać z panem Lukaszczykiem i obejrzeć wykonane przez niego miecze. Tak zaczęła się nasza znajomość. Na początku nie było łatwo, ponieważ pan Janusz jest osobą z natury powściągliwą i rzadko rozmawia z osobami postronnymi o szczegółach technicznych. Widział jednak moje zaangażowanie i zapał i to chyba one pozwoliły przetrwać trudne początki.

Fragment oprawy miecza katana wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
Pamiętam moją pierwszą wizytę w jego pracowni w Czerwionce-Leszczynach, gdzie mieszka i od wielu lat pracuje w Miejskim Ośrodku Kultury. Była to dla to dla mnie wizyta wręcz magiczna. Wszystko było takie nowe i fascynujące, a przede wszystkim czułem wszędzie obecną "atmosferę Japonii". Podczas tej wizyty nie tylko miałem możliwość obejrzeć z bliska proces kucia głowni, ale sam brałem w nim udział. Pan Janusz pokazał mi również swoją kolekcję kamieni szlifierskich oraz pozwolił spróbować własnych sił w szlifowaniu głowni. Wtedy przekonałem się, że moja książkowa wiedza na temat szlifu i doświadczenie w polerowaniu papierami ściernymi jest niewystarczająca, aby wykonać prawidłowy szlif głowni japońskiej. Po kilku godzinach pracy zdałem sobie sprawę, że to jest to, czemu chciałbym się poświęcić. Po długiej rozmowie pan Janusz obiecał mi pomóc i udzielił kilku rad. Przed zakończeniem wizyty dostałem od niego mój pierwszy prawdziwy kamień szlifierski.

Fragment oprawy miecza katana wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
Po powrocie do domu długie godziny poświęcałem ćwiczeniu tak ważnej w prawidłowym szlifie koncentracji, dobrej pozycji ciała i oddechu. Zacząłem też praktykować iai-jutsu.
Podczas jednej z kolejnych wizyt u Janusza byłem świadkiem najważniejszego etapu powstawania głowni miecza japońskiego - yakiire (hartowanie). Było to późnym wieczorem po kilku godzinach wcześniejszego kucia, dzięki któremu całe palenisko było odpowiednio i równomiernie nagrzane. Hartowana była głownia katany przeznaczonej dla klienta z Austrii, który ćwiczy iai-jutsu i praktykuje tameshigiri. Była to potężna głownia o długości 85 cm i szerokości ponad 4 cm, hira-zukuri z niewielkim sori. Pamiętam chwilę, w której pan Janusz zanurzył, obłożona gliną i rozgrzana klingę, w korycie z wodą. Mimo, że już wcześniej niejednokrotnie widziałem moment hartowania ta chwila wydała mi się naprawdę magiczna. Trudno było się oprzeć wrażeniu, że nie znajduję się w Japonii. Ale była to Polska a ja patrzyłem na czynności, które w ten sam sposób wykonywali kowale japońscy od wielu wieków. Ta głownia pozostała mi w pamięci do dnia dzisiejszego.

Głownie po zahartowaniu. Następnym etapem będzie szlifowanie i oprawa
Pan Janusz Lukaszczyk, oprócz wykonywania mieczy zajmuje się tradycyjnym malastwem tuszem (sumi-e), kaligrafią, technikami malowania laką oraz od 1983 roku prowadzi Klub Kultury Starojapońskiej przy Miejskim Ośrodku Kultury w Czerwionce-Leszczynach. Od wielu lat uczy też iai-jutsu. Jest założycielem Szkoły Szermierki Japońskiej oraz głównym przedstawicielem polskiego oddziału Muso Jikiden Eishin Ryu Iai-jutsu. Jest również uczniem o-sense Takaaki Sekiguch Komei, 21 mistrza skoły Muso Jikiden Eishin Ryu Iai-jutsu raz Reprezentanta Federacji Dawnego Tradycyjnego Iaido. Sekiguchi-sense prowadzi w Tokyo własne dojo o nazwie Komei Juku. Jest on nie tylko niezaprzeczalnym autorytetem w świecie sztuk walki oraz ekspertem w dziedzinie kultury samurajów (w tym także broni), ale i niezwykle ciepłą i serdeczną osobą. To dzięki jego pomocy oraz rekomendacji Muzeum Narodowego w Krakowie i Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej "Manggha", pan Janusz miał okazję w 1999 r. pojechać do Japonii. Podczas tej wizyty bardzo intensywnie ćwiczył w głównym dojo mistrza, a w wolnych od treningu chwilach odwiedzał liczne w Tokyo muzea i prywatne galerie, w których miał możliwość nie tylko oglądać, ale i osobiście studiować miecze najwyższej klasy.

Fragment oprawy miecza katana wykonanego przez pana Janusza Lukaszczyka
W trakcie pobytu w Japonii pan Janusz spotkał się z mistrzem płatnerskim Yoshindo Yoshiharą. Wizyta ta poprzedzona była 17 latami starań oraz zabiegów ze strony pana Janusza i była ewenementem w hermetycznym środowisku Japończyków zajmujących się mieczami. Jeden z moich znajomych określa to środowisko mianem "mafii", gdyż rządzi się ono własnymi prawami i jest ściśle zamknięte zaś osobie "z zewnątrz" bardzo trudno jest do niego przeniknąć. Tym dziwniejszy jest fakt, że Yoshindo Yoshihara nie tylko zgodził się na wizytę, ale i pozwolił panu Januszowi uczestniczyć we wszystkim, co dzieje się w warsztacie.

Skracanie nakago
Yoshindo Yoshihara jest jednym z najlepszych płatnerzy w Japonii i ma tytuł Ważnego Obiektu Kultury okręgu tokijskiego (jest to tylko jeden poziom poniżej tytułu Żywego Skarbu Narodowego). Należy on do dziesiątego pokolenia płatnerzy a jakość jego prac jest znana na całym świecie. Yoshihara-san wytwarza głownie w tradycji Bizen a jego specjalnością jest hamon Ichimonji-choji. Ze względu na bardzo wysoką jakość techniczną i doskonały poziom artystyczny ceny głowni Yoshindo Yoshihary dochodzą do 50 000$. Podczas tamtej wizyty nawiązała się nić przyjaźni pomiędzy Yoshindo Yoshiharą a Januszem, co zaowocowało obszerną korespondencją pomiędzy nimi i kolejną wizytą w 2004 r. Podczas swoich pobytów w Japonii pan Janusz odwiedzał nie tylko Yoshiharę-sana, ale i wielu innych wybitnych znawców oraz znanych i uznanych artystów zajmujących się wyrobem i konserwacją broni japońskiej. Byli to między innymi pan Kenji Mishina oraz pani Shimizu Suzuki. Kenji Mishina jest bardzo znanym szlifierzem głowni zajmującym się konserwacją i naprawą zarówno mieczy będących w posiadaniu znanych kolekcjonerów, jak i będących własnością wielkich muzeów, co świadczy o jego mistrzostwie. Pani Shimizu Suzuki jest natomiast mistrzynią kumihimo (tradycyjnego wyrobu różnego rodzaju taśm i ozdobnych sznurów z jedwabiu). To od niej pan Janusz nauczył się wyrobu sageo jakością dorównujących a często przewyższających produkty japońskie.

Wnętrze paleniska
Pan Janusz robi miecze od 25 lat a jego wyroby są najwyższej klasy. O ich jakości świadczyć może fakt, że wśród jego klientów są nie tylko Polacy, ale ma on również zamówienia z całej Europy, a nawet z Nowej Zelandii. Jego mieczami, podczas corocznych kilkudniowych seminariów odbywających się w Czerwionce-Leszczynach, ćwiczą przedstawiciele Komei Juku z całej Europy, a nawet sam mistrz Takaaki Sekiguch używa miecza wykonanego przez pana Lukaszczyka podczas swoich europejskich pokazów. Pan Janusz wykonuje czasem próby jakościowe nowych głowni. Próby polegają przeważnie na cięciu słomianych mat ale byłem też świadkiem próby cięcia stalowej blachy (z wynikiem pozytywnym oczywiście - na głowni nie pozostał żaden ślad!!!). Do wyrobu swoich mieczy pan Janusz używa jedynie najwyższej klasy materiałów takich jak raya, magnolia na saya, jedwabne tsuka-ito itp., oraz stosuje jedynie stare technologie starając się zachowywać "warsztat japoński". Jego prace są w całości wykonane ręcznie. Nie używa żadnych półfabrykatów (odlewane elementy oprawy, tsuby), co staje się niestety coraz częstsze w skomercjalizowanym świecie miecza w Japonii. Są to, więc wyroby nie tylko o doskonałych właściwościach technicznych, ale (a może przede wszystkim) są to wspaniałe dzieła sztuki, które mogą być ozdobą każdej kolekcji. Pan Janusz wykonuje szereg rodzajów głowni japońskich. Spod jego rąk wychodzą zarówno miecze katana jak też wakizashi i tanto. Na specjalne zamówienia robi też miecze tachi oraz broń drzewcową (yari, naginata itp.). Chociaż jest w stanie wykonać niemal każdy typ hamonu, pan Lukaszczyk preferuje hamony w typie choji i gunome. Materiał zastosowany w jego głowniach oraz umiejętna obróbka cieplna, pozwala na uzyskanie wielu ciekawych efektów na powierzchni stali (regularne i drobne nie, utsuri itp.).

Szlif głowni wakizashi
Jeden z polskich kolekcjonerów broni japońskiej pokazał kiedyś swoje zbiory osobie, która zajmuje się medycyną naturalną i stwierdziła ona, że spośród wielu mieczy (w tym również zabytkowych), jedynie katana wykonana przez Janusza wydziela "dziwne prądy i bardzo przyciąga uwagę". Świadczy to moim zdaniem o tym, że prace pana Janusza są zarówno piękne jak też i mają w sobie "to coś".

Szlif głowni katany

Szlif głowni katany
Janusz mówi o sobie "podążam własną ścieżką" i stara się dążyć do doskonałości we wszystkim co robi, pozostając przy tym osobą bardzo skromną. Nigdy nie usłyszałem z jego ust stwierdzenia "jestem ekspertem" lub "robię rzeczy doskonałe". Zawsze mówi "przy tym mieczu można było zrobić to i to inaczej albo lepiej". A skromność jest cechą, którą można podziwiać jedynie u prawdziwych artystów.

Zgrzewanie materiału na głownię

Pan Janusz w trakcie pracy nad tsubą

Selekcja materiału na głownię. Następnym etapem będzie zgrzewanie